Od świtu do zmierzchu

O świcie się wstało. Jeszcze przed słońcem, którego dzisiaj nie za wiele, Dziękując Bogu za noc spokojną i świtu powitanie przy strumieniu, poranna krzątanina. Kawy przygotowanie, poukładanie posiadania, namiotu przytroczenia, twarzy przemycie ( to spotkanie dłoni, wody, twarzy ) bardzo ważne dla mnie. Cicho i bezszelestnie staram się wszystko to robić, polana jeszcze śpi…Na drodze do południa, polana następna z amboną, w samą porę ta polana z amboną bo deszczu ściana. Tak na tej ambonie trzy godziny. Czytam,jem,pana R podsłuchuję…Troszkę słońca po południu więc po drabinie z tej ambony na drogę. Żadnych myśli spotykania, ludzi po drodze na drodze też. Zmierzch, bloga uzupełnianie…Zimno dzisiaj, już nie chłodno. Ale jeszcze jesień złota, mam nadzieję, kilka dni i wieczorów ciepłych podaruje. Przeczekiwanie jakby takie, bezdomności dotyku. Dziękując za taki przystanek od bezdomności idę do śpiwora… Bóg jest dobry i łaskawy dla mnie, czasem myślę że aż za.

Spokojnej nocy życzę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s